czwartek, 21 listopada 2013

One 1... 2... 3...

Opublikowane: 21.11.2013r. 13:16
Poprawione: 08.11.2014r. 17:25

Usłyszałam ten cholerny budzik. Nie chcę jeszcze wstawać. Nie teraz. Otworzyłam oczy poszukałam telefonu. 6:30.. Dobra, jeszcze pięć minut. Przewróciłam się na bok i zasnęłam. 
-Jesteś cholernym dupkiem!-krzyknęłam na jakiegoś chłopaka. Był odwrócony do mnie tyłem. Byliśmy w jakimś pomieszczeniu.
- Coś Ty powiedziała?!
- Jesteś cholernym dupkiem, który nie liczy się z uczuciami!
- Nie mów tak do mnie!- wycedził przez zęby chwytając mnie za włosy. Zaczęłam krzyczeć z bólu.
- Puść mnie..
- Dlaczego miałbym to zrobić?-puścił mnie w końcu przez co upadłam na ziemię.
- Mówiłeś, że nic mi nie zrobisz, że chcesz mnie chronić!- zawyłam żałośnie.
- Kłamałem.- odpowiedział beznamiętnie patrząc na mnie z rozbawieniem. 
Zadzwonił mój telefon, który obudził mnie z tego chorego snu.
J:Tak?
E: Śpisz jeszcze?! Jasmine! Jest już 7:20!
J: Co?!
E: Wstań i się szybko ogarnij, będę niedługo!
J: Dobra, już wstaję.
E: Mam nadzieję, pa!
J: Dzięki.
Gwałtownie wstałam z łóżka dzięki czemu zakręciło mi się w głowie. Usiadłam i wstałam po ok. 30 sekundach. Podeszłam do krzesła obrotowego, gdzie zostawiłam  wieczorem ubrania na dzisiaj. Znowu upalnie. Przeszłam przez korytarz i otworzyłam drzwi łazienki. Szybko się przebrałam i umyłam zęby. Niestety nie miałam czasu na jakiekolwiek śniadanie. Złapałam torebkę w dłoń i zbiegłam po schodach. Mój ojciec siedział w kuchni patrząc niedowierzająco na mnie.
T: Znowu zaspałaś!
J: Nie prawda! To pierwszy raz w tym roku!
T: W tamtym roku codziennie zasypiałaś!
J: To było wieki temu!
T: Lepiej zejdź mi już z oczu, jesteś gorsza od..
Wiedziałam, do kogo chce mnie porównać. Moja siostra była w jego oczach ideałem. Zawsze była ideałem, ale nie ja. Byłam nieusłuchaną gówniarą, która nie rozumie co to odpowiedzialność. Tata zawsze był za Molly, za mną wstawiała się mama. Ze łzami w oczach pobiegłam na korytarz w zawrotnym tempie zakładając trampki. Wybiegając z domu upewniłam się, że trzasnęłam drzwiami najmocniej jak potrafiłam. 
E: Jasmine! Co się stało?- Po chwili poczułam ręce przyjaciela odwracające mnie przodem do niego.
J: Gdzie Sally?
S: Tu jestem. Co się dzieje... Jamine! Ty płaczesz??
J: Nie zmazuję makijaż sposobem naturalnym!
E: Woow, znowu o niej wspomniał?
J: Yhym.. Możemy już iść? Jest za 10 minut 8.
Ruszyliśmy w drogę. Już nikt się nie odzywał. Po chwili czułam, że ktoś mnie obserwuje. Zaczęłam nerwowo się obracać.Czułam, że mi słabo. Po chwili straciłam kontakt ze światem.
~Trochę później~
Równomierne pikanie
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
Jasne światło poraziło moje wrażliwe oczy przyzwyczajone do ciemności.
Nie rozpoznawałam głosów które mówiły w pomieszczeniu. Nie mogę nic zrobić oprócz ruszeniu ręką.
1...
2...
3...
- Obudziła się!
Ktoś krzyknął, jednak nadal nie mogę rozpoznać kto to powiedział. Na sali są moi przyjaciele i matka Ed'a. Niestety nie widzę mojego ojca..
J: Co się stało? Gdzie ja jestem?
E: Jesteś w szpitalu. Zasłabłaś.
J: Aha...
Mama Ed'a.: Może ja już pójdę. Trzymajcie się dzieciaki, zwolnię was do końca lekcji. Zdrowiej Jass.
J:Okej. Dziękuję.
S: Dziękujemy.
E: Niezłego nam stracha narobiłaś..
J: Przepraszam.
S: Chcesz coś do jedzenia? Wolisz stąd czy mam iść na miasto?
J: Idźcie po coś dobrego na miasto. Ja się prześpię. Nie mam sił na nic.
E: Okeej. Dobra jak coś znajdziemy to Ci przyniesiemy.
J: Kasę mam w plecaku weźcie połowę. Powinno starczyć.
S: Nie wygłupiaj się..
J: Weź ją i mi coś kup, a teraz do widzenia. Dobranoc.
E: Trzymaj się branoc.
S: Paa.
Poczułam na swoim czole usta przyjaciela, a chwilę później na policzku przyjaciółki. Wyszli z sali. Odczekałam trochę, po czym powoli wstałam z łóżka i sięgnęłam plecak. Całe szczęście noszę telefon w torbie i nic mu się nie stało. Na tapecie mam zdjęcie moje i Molly. Źle mi z tym, że tak często się kłóciłyśmy. Czasu nie cofnę i nie zmienię już nic. Ze smutkiem patrzyłam na te zdjęcie. To było dwa tygodnie przed jej śmiercią. Na zakupach.
M: Jasmine! Jaka boska ta bluzka! Musisz ją przymierzyć!
J: Molly.. w przeciwieństwie do Ciebie nie lubię się tak ubierać. Wiesz o tym.
M: Ach no tak. Wolisz bluzy i wyglądać jak jakieś bezguście!
Mm: Znowu zaczynacie?
M&J: Przepraszamy.
J: Nie chodzi o to, wolę ubrać się wygodnie.
M: Dobra już dobra! Chociaż ją przymierz. Jak nie będziesz chciała to zdejmiesz. Nic nie tracisz, możesz tylko zyskać.
J:Ughhh.. Daj to.
 
Usiadłam na łóżku, a po chwili znowu zaczęło mi szumieć w głowie. Położyłam się i straciłam kontakt ze światem.
________________
Okej. Postanowiłam złączyć niektóre rozdziały, zmienić większość, bo pierwsze rozdziały są faktycznie MAKABRYCZNIE NIEUDANE. Aż to podkreśliłam hah. Założyłam ten blog rok temu (niecały) i jest dopiero 9 rozdziałów?! Co jest ze mną nie tak? Brak weny? Może, nie będę się tłumaczyć, bo nie wiem co się ze mną działo. Poprawię 2 blogi i na zmianę będę dodawać nowe rozdziały. Prolog się nie zmienił, reszta uległa/ulegnie zmianie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~
Więc... chyba się zorientowaliście, że 1 pisany tekst pochyłymi to coś w rodzaju snu. Możecie szukać podobieństw w jakimś rozdziale ;)
Natomiast 2 tekst pisany pochyłymi to wspomnienie z siostrą. Będzie ich trochę dużo, ale nie tylko z siostrą :)) Dzisiaj poprawiam WSZYSTKIE rozdziały. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz